piątek, 31 października 2025

 Kalendarz Słowian

„Oto obchodzimy Dziady…”

Jesień, chociaż tego roku wyjątkowo ciepła, na dobre ogarnęła już świat swoją aurą. Nie sposób przejść obojętnie obok tak pięknie ubarwionych drzew. Jesienna atmosfera, od wieków uważana była przez przodków jako sprzyjająca kontemplacji, wyciszeniu i obserwacji. Był to również według dawnych Słowian czas wzmożonej aktywności wszelkich duchów i zjawisk nadprzyrodzonych, a jego momentem kulminacyjnym był obrzęd Dziadów, który dzisiaj szerzej znamy jako chrześcijańskie Zaduszki, oraz święto Wszystkich Świętych. Dzisiaj zatem słów kilka o tym niezwykle ważnym święcie zarówno dla chrześcijan, jak i dawnych Słowian. 

Tym artykułem chciałbym rozpocząć cykl „Kalendarz Słowian”, w którym będę miał przyjemność szerzej rozpatrzyć cały rok słowiańskich świąt.


Jesień, jako mistyczny czas kontemplacji

Datą dziadów jesiennych od wieków był przełom października i listopada. Nie jest to data przypadkowa, gdyż dziady, tak jak większość przedchrześcijańskich świąt, obchodzone były w okresie przejściowym. W tym wypadku był to czas zakończenia wszelakich prac i przygotowania do zbliżającej się zimy. Symboliczne uśpienie natury przechodziło wówczas na zharmonizowanych z nią ludzi, którzy nie oddawali się w okresie jesienno-zimowym żadnym pracom. Długie wieczory sprzyjały autorefleksji i przemyśleniom życiowym oraz planowaniu projektów i prac na przyszły sezon. Słowianie wierzyli, że natura w tym momencie pozwala im na zajrzenie w głąb siebie i tym samym na przemyślenie swojej egzystencji. Tak więc cały okres jesienny, a później zimowy był nastawiony na wyciszenie i jak gdyby zapadnięcie w sen, który miał zregenerować ludzi i całą naturę przed wiosną. Jak nietrudno się domyślić ten mistyczny czas w życiu naszych przodków, sprzyjał również duchom, które z ochotą przemierzały puste pola, łąki, polany i lasy. Zapadająca w sen natura i słońce, tracące część swej mocy jak wierzyły dawne ludy, pozwalały duchom spokojnie grasować. Poza tym czas przejścia między porami roku zawsze interpretowany był jako okres, w którym wszelkie zjawy miały łatwiejszy dostęp do świata ludzi. Dzięki temu również Słowianie mieli sposobność, by skontaktować się ze zmarłymi przodkami, poprosić ich o radę czy chociażby poczuć ich obecność. Jednakże to właśnie noc z 31 października na 1 listopada, była momentem, w którym najczęściej komunikowano się z dziadami, czyli przodkami.

Jak wyglądało samo święto?

Nie sposób jest szczegółowo opisać wszystkie tradycje i zwyczaje, jakie praktykowano w czasie Dziadów, gdyż w każdym regionie rozległej słowiańszczyzny, były one inne. Prawdopodobnie nawet między wsiami czy rodami panowały pewne różnice co do praktyk. Wymieniam tutaj kilka tych najlepiej znanych i najciekawszych. Ogień był nieodłącznym elementem święta. Na cmentarzach, rozstajach dróg i przed domami rozpalano ogniska, aby oświetlić drogę zmarłym przodkom, oraz ogrzać zbłąkane dusze. Ogień miał też odstręczać czorty, utopce i inne złe mary, które miały w tym czasie grasować blisko osad ludzi. Słowianie wierzyli także że ogień oczyszczał ich domy przed przybyciem dziadów. Palenie zniczy jest jedną z nielicznych pamiątek dawanego pogańskiego święta zmarłych.

Uczta dla zmarłych przodków, także była ważnym elementem dziadów. Mleko, jaja, kasze, chleby i miody stawiano wówczas na grobach, lub rozrzucano pod stołami i przed domami, aby dusze mogły się posilić, przed dalszym obcowaniem w świecie żywych przez resztę jesieni i zimy. Resztki, które zostawały po obrzędach zostawiano zwierzętom i wędrownym żebrakom, którzy mieli je, w sposób symboliczny przekazać tym duchom, które nie zjawiły się w nocy. Co ciekawe na wschodzie Polski oraz na Litwie czy Białorusi zwyczaj dzielenia się jedzeniem z duchami przodków przetrwał do dziś.

Tej nocy ważna była też wszelka pomoc duchowa, czyli, różnego rodzaju modły, które miały dopomóc tym duszom, które nie mogą odnaleźć właściwej drogi. Jednak chyba najważniejszym elektem były cisza i szacunek. W czasie nocy nie biesiadowano, nie wszczynano kłótni i unikano śpiewów, gdyż uważano, że mogłoby to znieważyć dusze, które są w pobliżu. Jak podają niektóre źródła, po zakończonych obrzędach często urządzano niezbyt huczne uczty, przy których najstarsi z rodu bajali, a reszta rodziny z szacunkiem słuchała opowieści. Nie zamykano również wszystkich okien i drzwi by dusze mogły spokojnie wejść do domostw. Sprzątanie i szycie były surowo zabronione, aby przypadkiem jakiejś duszyczki nie „zamieść” lub nie „zaszyć”.

Co ciekawe pozostawienie miejsca dla niespodziewanego gościa, w czasie wigilii najprawdopodobniej jest pozostałością po pogańskim przekonaniu, że należy być gotowym na zjawienie się przodków w czasie świąt.

Samym „zapraszaniem” duchów zajmował się znachor, guślarz, kapłan lub wiedźma. Jeśli zaś obrzęd odbywał się w domu, czynił to najstarszy członek rodziny lub gospodarz domostwa.

Rola przodków u Słowian

Oddawanie czci pradziadom i życie tak, jakby zmarli byli zawsze obecni, było dla dawnych Słowian naturalne jak oddychanie. Nie wyobrażali oni sobie życia bez tak zwanej świadomości rodowej. Zmarli byli opiekunami domów, pól i rodów. Dziadowie mieli być wzorem do naśladowania i nieść mądrość żyjącym, a sama pamięć o przodkach przynosiła harmonię rodzinie. Wyobrażano sobie, że przez przodków, po drzewie genealogicznym rodu, płynie do ludzi energia życiowa od początku stworzenia. Ponadto warto nadmienić, iż przodkowie, którzy odeszli byli postrzegani jako pośrednicy między siłami boskimi. W czasie około Dziadów odbywały się również zjazdy i spotkania rodowe, na które w okresie wiosenno-letnim zwyczajnie nie było czasu, a które tak bardzo umacniały więzy rodzinne. Ważne były wtedy historie i legendy o zmarłych krewnych z rodziny. Tak więc jako że święto Dziadów było obchodzone ku pamięci przodków, którzy byli tak ważni dla dawnych Słowian, śmiało można rzecz że było to jedno z najważniejszych świąt w ich kalendarzu.

Czego możemy się nauczyć?

Nasze rodzime tradycje są piękne, choć niestety rzadko dostrzegane. Oczywiście tradycje chrześcijańskie od tysiąclecia są obecne na naszych ziemiach, więc są zakorzenione w naszej świadomości, ale myślę, że naszym obowiązkiem jest pamiętać i pielęgnować tradycje, naszych pradziadów, na których fundamencie powstały równie piękne zwyczaje chrześcijan. Warto zachować w sercach i umysłach te tradycje, gdyż możemy się z nich wiele nauczyć. W kontekście święta Dziadów oraz okresu „dziadowego” niech przykładem będzie wyżej wspomniane uśpienie i zwolnienie. Cała natura udaje się na spoczynek, by się zregenerować i odrodzić wiosną. Mądrzy Słowianie wiedzieli, że warto jest słuchać natury, dlatego także udawali się na długo terminowy spoczynek. Dzięki temu od początku wiosny mieli mnóstwo energii do pracy, nie wspominając o tym, że nie słyszeli o depresji i chorobach związanych z porą jesieni i zimy, które trapią nasze pokolenie. Nasz kapitalistyczny świat nie daje nam możliwości regeneracji. Cały rok działamy na wysokich obrotach bez chwili dłuższego wytchnienia. Jako uczniowie mamy oczywiście wakacje, które jednak o ironio są w czasie, najbardziej sprzyjającym wszelkiemu działaniu. Na zmianę całego systemu jest oczywiście o paręset lat za późno, ale na pewno jest kilka rzeczy, które można wprowadzić w swoim życiu, aby jesień i zima nie były dla nas tak bezlitosne. Na wzór naszych dziadów warto zespolić się z cyklicznością natury, w jej najprostszej formie. Nie zdajemy sobie sprawy, że patrzenie się w ekran wieczorem i nocą, niszczy nasz naturalny rytm dobowy, rozregulowując nasze hormony. W skrócie nasz organizm myśli, że jest środek dnia, gdyż wpuszczamy do oka światło niebieskie, przez co z kolei organizm produkuje nie te hormony co trzeba, a to wpływa na każdy aspekt naszego zdrowia. Zamiast wieczornego scrollowania tik toka warto przeczytać parę stron książki przy świetle świecy. Warto także zredukować stres do minimum. Długotrwały stres związany z pracą czy szkoła bynajmniej nie pomaga w utrzymaniu równowagi w okresie szarugi. Dlatego wielkie projekty czy przedsięwzięcia oraz związany z nimi stres lepiej zostawić na te cieplejsze miesiące, w których na pewno będziemy mieli więcej energii i pomysłów, by je zrealizować. Po trzecie „jesteś tym co jesz”, tak więc dajmy odpocząć organizmowi od „śmieciowego” jedzenia, którym tak raczymy się podczas letnich imprez i wyjazdów. Nasi przodkowie chętnie korzystali również z saun w okresie jesienno - zimowym, które w połączeniu z morsowaniem dają kuloodporny pancerz odpornościowy.

Pamiętajmy o tradycjach. Życzę wszystkim wspaniałych dziadów, pełnych rodzinnej atmosfery, spokoju i obfitujących w piękne tradycje. Zapalając znicze na grobach zmarłych, warto przystanąć i pomyśleć, jak wyglądało życie naszych dziadów, oraz jak obchodzili oni swoje obrzędy. Natomiast podczas rodzinnych spotkań dobrze jest zagadnąć najstarszych z rodziny o własnych przodków. Okres, który otwiera się wraz z tym świętem niechaj przepełniony będzie aurom refleksji, kontemplacji i …duchów.

Karol Powała




Fot. z archiwum prywatnego

piątek, 3 października 2025

Duma naszej szkoły - Hanna Dziedzicka-Kamińska


Amelia Zaremba: Dzisiaj na wywiad ze mną dla Ad operam! zgodziła się Hanna Dziedzicka-Kamińska, laureatka Nagrody Starosty Raciborskiego. Hanno, jak udało ci się osiągnąć takie wyniki w nauce

 Hanna Dziedzicka-Kamińska: Czasem uczę się po nocach,, żeby nadrobić zaległości, ale staram się też uważnie słuchać na lekcjach i zrozumieć materiał od razu. Trudno pogodzić wszystko z treningami, więc często nadrabiam właśnie nocami, albo w czasie "wolnym" pomiędzy startami na wyjazdach czy treningami w domu

AZ: Powiedz skąd czerpiesz motywację do działania

HDK: Od kilku lat jestem przyzwyczajona do intensywnego trybu życia i dużej ilości treningów. Chcę być coraz lepsza, a wyniki z czasem zaczęły same mnie napędzać. Teraz po prostu trzymam poziom, który sobie wyznaczyłam.

AZ: Czy zdobywałaś wcześniej podobne nagrody i czy Nagroda Starosty Raciborskiego była Twoim celem?

HDK: Nie traktowałam tego jako cel - to dla mnie raczej miły dodatek do codziennej pracyNagrodę starosty dostałam już trzy razy z rzędu, a co roku otrzymuję także Nagrodę Prezydenta Miasta Racibórz

AZ: Czy oprócz samej satysfakcji masz jakieś inne korzyści z osiągnięć

HDK: Oczywiście cieszą mnie medale czy tytuły, takie jak indywidualna wicemistrzyni świata juniorów czy sześciokrotna mistrzyni Polski juniorów. W tym roku zostałam też stypendystką Ministerstwa Sportu. Ogromną wartością jest dla mnie możliwość bycia w kadrze narodowej i reprezentowania Polski na mistrzostwach świata - z pełnym wsparciem finansowym. To daje mi możliwość do zrobienia mojej roboty tam jak najlepiej i skupienia się tylko na startach

AZ: I ostatnie pytanie, jak łączysz pasję i naukę?

HDK: Nie ukrywam, że jest to trudne. Na ważnych wyjazdach staram się nie skupiać na nauce, ale po powrocie rozpisuję sobie wszystkie zaliczenia, dzielę materiał na części i ustalam z nauczycielami terminy. Dzięki temu mogę pogodzić szkołę z treningami i startami


AZ: Bardzo Ci dziękuję za wywiad, życzę dalszych sukcesów i mam nadzieję do zobaczenia.

 Odbicie 


We wielkim białym pokoju,

na środku stoi lustro we złotej ramie.

Przed lustrem stoi człowiek

i tak przygląda się sobie marnie.


Spogląda sobie głęboko w oczy,

widzi tylko czerń i pustkę ogromną.

Zerka też na twarz swoją w odbiciu,

widzi tylko smutek i radość pozorną.


Stoi tak przed tym lustrem wpatrzony.

Czeka tam, aż ktoś go czymś zaskoczy.

Lata i dekady przemijają tak przewrotnie,

a on tam dalej stoi i czeka samotnie.


Czy kiedykolwiek ktoś spojrzy na niego,

tak jak on widzi w lustrze siebie?

Czy ktoś, kiedyś go odnajdzie i dostrzeże?

Tego naprawdę nikt nie wie.


Uczeń ZSO1

wtorek, 30 września 2025

Nasi przodkowie, a natura rzeczywistości

Czym jest Anima Mundi?

W dobie skomputeryzowanego, technokratycznego, komercyjnego społeczeństwa mało, kto tak naprawdę wie, czym jest „Anima Mundi” (z łac. Dusza Świata). Obecny paradygmat podejścia do rzeczywistości, na którym opiera się dzisiejsza nauka, widzi świat pozbawiony ducha. Postrzegamy świat mechanistycznie. Nie dostrzegamy inteligencji natury, jakby napisano program, a nasza rzeczywistość niby komputer „bezmyślnie” wykonuje polecenia tegoż programu. W tym podejściu świat staje się obiektem do kontroli i eksperymentów.

Przyroda roślinna oraz zwierzęta są traktowane jak zasoby, jak towar, a człowiek, dzięki swej świadomości ma prawo do kontrolowania, badania i rozkładania na czynniki pierwsze wszystkiego wokół. Ojcem takiego podejścia można nazwać Kartezjusza, którego zasadniczy rys filozofii opiera się na oddzieleniu ciała i ducha. Poglądy Kartezjusza na setki lat zdominowały naukę oraz filozofię, czyniąc świat zimną pustką. Jednakże przed tym przewrotem ludzie postrzegali rzeczywistość zgoła inaczej.

„Anima Mundi” to starożytny koncept duchowy, mówiący o wspólnej duszy każdej istoty, oraz każdego przedmiotu, tym samym o wspólnej duszy całego uniwersum. Zapoczątkowanie koncepcji przypisuje się Platonowi (który na dobrą sprawę nie używał terminu „Anima Mundi”, ale przedstawił samą ideę), lecz myśl ta w różnych formach pojawiała się w każdej jednej rdzennej kulturze świata, przed wszystkimi systemami religijnymi, przed mechanistyczną cywilizacją zachodu.

„Dusza Świata” to rodzaj energii życiowej, ducha spajającego wszystko, dającego cel każdemu mikroelementowi wszechświata. Zakłada również, że absolutnie wszystko jest ze sobą połączone oraz że wszystko w jakiś sposób na siebie oddziałuje. „Anima Mundi” uznaje, że materia ma w sobie energię i siłę duchową. „Moc” z serii filmów „Gwiezdne Wojny” jest doskonałym zobrazowaniem koncepcji „Anima Mundi”.

„Dusza Świata” w tradycjach duchowych na całym świecie

Ważne jest, by wiedzieć, że animizm był od zawsze powszechny w starożytnych kulturach i cywilizacjach. To, że Platon jako pierwszy (IV w. p.n.e.) oraz wielu innych filozofów po nim opisało ten koncept, nie znaczy, że wiedza o takim stanie rzeczy nie była wcześniej znana człowiekowi. Pogląd wielu antycznych filozofów oraz podejście do życia rdzennych ludów mają bardzo zbliżony trzon, choć powstały niezależnie od siebie. Są to podejścia holistyczne, zakorzenione w naturze, oraz zestrojone z nią. Starożytni oddawali naturze wielki szacunek, chronili ją, dostrajali się do jej cyklów, nie dlatego że bali się konsekwencji lub kary za np. niszczenie lasów. Oni oddawali cześć naturze i łączyli się z nią, gdyż nie widzieli innej możliwości. Wiedzieli, że to dzięki niej żyją i funkcjonują. Wierzyli, że są jej nieodłączną częścią, która musi żyć w harmonii z otoczeniem, by przetrwać. Zamiast wykorzystywać przodkowie uczą jak słuchać natury i jak być częścią wszechświata.
Kultura rdzennych Amerykanów, która jak wiadomo nadal żyje i ma się dobrze, jest dobrym przykładem. Rdzenni Amerykanie widzą ducha w każdym elemencie natury. Człowiek nie jest panem świata, jest jego elementem. Świat jest dla nich spójną całością, sami ludzie zaś powinni dążyć do głębokiej harmonii z wszechświatem. Wakan Tanka w mitologii Indian północnoamerykańskich oznacza Boską Siłę przenikającą wszechświat. Indianie Algonkinowie z kolei wierzyli w bóstwo Manitou, które również jest duchową siłą, obecną w każdym stworzeniu i zjawisku przyrody.
Rytuały Rdzennych mieszkańców Amazonii jak np. Wędrówka po Wizję, którą Indianie odbywają z pomocą ayahuasci (lub bez niej), polega na odcięciu się od społeczności np. w dżungli i zespoleniu się z Wielkim Duchem lub z Pachamamą (Matką Ziemią) poprzez głęboką medytację. Często uczestnicy takiego rytuału widzą duchy roślin i zwierząt, które w kulturze rdzennej Ameryki są traktowane, jako wielcy nauczyciele.
Analogiczne sytuacje w swej istocie znajdujemy w pierwotnych kulturach na całym świecie. Animizm w różnych formach jest od zawsze praktykowany, z moich obserwacji wynika, że ludy autochtoniczne nie tyle wierzyły w szeroko pojęty animizm, co po prostu wiedzieli i czuli go. Ludy Ameryk, Azji, Australii, Europy, Syberii, Arktyki, wszystkie miały niezwykłą wiedzę na temat cyklów astronomicznych, dostrajały się do nich, oddawały szacunek naturze, żyły w zgodzie z wszechświatem.
Taoizm, którego początki sięgają VI w. p.n.e., a którego stworzenie przypisuje się Chińskiemu mędrcowi zwanemu Lao-tze lub Laozi, jest obok konfucjanizmu jednym z najważniejszych nurtów duchowo-filozoficznych w Chinach. Tao dosłownie można przetłumaczyć, jako droga. Tao jest uniwersalną zasadą, która, przenika cały wszechświat. Taoizm, podobnie jak „Anima Mundi” mówi o poddaniu się przepływowi, nieszukaniu kontroli. Jak czytamy w „Wielkiej księdze Tao”, która jest najważniejszym utworem Taoizmu „działajcie poprzez niedziałanie”.


TAO ROZLEWA SIĘ WSZĘDZIE,
PO LEWEJ I PO PRAWEJ.
WSZYSTKIE RZECZY NIM ŻYJĄ,
A ONO ICH NIE ODRZUCA.
SPEŁNIA SWOJE DZIEŁO, LECZ NIE ROŚCI SOBIE ZASŁUGI.
ODZIEWA I KARMI WSZYSTKO,
LECZ NIE PANUJE NAD NIMI.
ZAWSZE BEZ PRAGNIEŃ –
MOŻNA JE NAZWAĆ MAŁYM.
WSZYSTKO DO NIEGO POWRACA –
MOŻNA JE NAZWAĆ WIELKIM.
DLATEGO MĘDRZEC NIE DĄŻY DO WIELKOŚCI,
A WŁAŚNIE DLATEGO JEST WIELKI.

Wielka Księga Tao - rozdział 34


O ile „Anima Mundi” jest czymś co pozwala na poznanie świata i jedności poprzez duszę i filozofię, o tyle Tao mówi o obserwacji rzeczywistości, płynięciu z nurtem i nie ingerencji (Wu Wei). „Anima Mundi” to byt i poznanie. Tao to natura i bycie. Tao poznaje poprzez ciszę i obserwację, nie zaś przez filozoficzną kontemplację. Ciężko tu mówić o różnicach, gdyż kręgosłupem obu koncpetów jest jedność wszechrzeczy, harmonia oraz spokój, jednak subtelnych różnic w kwintesencji tych zasad można się doszukać.
Opisałem tutaj ogólnikowo związek Tao z „Duszą Świata”, jednakże podobnie jak w przypadku rdzennych plemion, tak i w systemach filozoficzno-religijnych mamy uderzające analogie.
Buddyzm Tybetański, Wedy Hinduskie, ale i młodszy mistycyzm Chrześcijański, czy Sufizm Islamu, są jak gałęzie, które mają jeden wspólny pień. Wystarczy przytoczyć tutaj słowa wielkich mistyków religijnych.

Rumi (Sufizm)
"RZEKI RÓŻNIĄ SIĘ NAZWAMI, LECZ WSZYSTKIE ZAWIERAJĄ WODĘ. TAK I RELIGIE — SĄ JEDNĄ PRAWDĄ W RÓŻNYCH JĘZYKACH."

Mistrz Eckhart (mistyka chrześcijańska)
"JEŚLI CHCESZ POZNAĆ BOGA, MUSISZ PORZUCIĆ WSZELKIE OBRAZY BOGA, WSZELKIE MYŚLI O NIM. I MUSISZ STAĆ SIĘ JEDNYM Z NIM."

Gandhi (Hinduizm)
"RELIGIE TO RÓŻNE ŚCIEŻKI, PROWADZĄCE DO TEGO SAMEGO PUNKTU. JAKKOLWIEK IDZIEMY, DOTRZEMY DO BOGA."

Osobiście uważam, że obok religii należy mówić także o wierzeniach i tradycjach ludów tubylczych, które rzecz jasna nie opierają się na naukach mistyków, ani na filozofii, tylko na wiedzy przekazywanej ustnie z pokolenia na pokolenie, oraz na własnych doświadczeniach mistycznych.
Od wielkich systemów religijnych, po małe kultury tubylcze z ich obyczajami duchowymi, wszystkie one są inną formą tego samego doświadczania. Tao, Bóg, Om, Brahamam, Samadhi, Anima Mundi. Jakby tego nie nazwać, uważam, że są jednym i tym samym.
Dostrzegając te podobieństwa wojny o wiarę czy krucjaty religijne, poza swym okrucieństwem, stają się zwyczajnie „śmieszne”, nie mają żadnego sensu.
Swoją drogą, czy jakiekolwiek nawracanie na swoją wiarę ma sens? Mówimy tutaj o kulturach kolektywnych, ale przecież każdy doświadcza absolutu na swój sposób. Każdy ma „swojego boga”, nawet jeśli wyznaje on tę samą religię, co miliony innych ludzi.

Słowianie, a jedność rzeczywistości

Niestety temat Słowian, nie wiedzieć, czemu jest w zasadzie całkowicie pomijany w edukacji, a przecież to nasze dziedzictwo. Słowianie to My. Przecież to jest nasza tożsamość. Więc czemu nie uczą nas tego w szkołach? Czemu uczymy się mitów Greckich, Rzymskich, a o głębokiej mitologii Słowian, ani słowa. Ilu z młodych ludzi po liceum wie, kim jest Perun czy Weles, albo, czym są Szczodre Gody i Radunica? Ten intrygujący temat zostawmy jednak na raz następny. Tytuł artykułu to nasi przodkowie, a natura rzeczywistości, więc czas w końcu poruszyć kwestię tego, jak nasi pradziadowie podchodzili do tematu.

Prasłowianie jak nie trudno się domyślić, na swój wyjątkowy sposób doświadczali jedności, jednej Duszy świata. Czuli ducha w każdej żywej istocie. W zwierzętach, w drzewach, w górach, w rzekach. Człowiek był zależny od przyrody, dlatego darzył ją niezwykłym szacunkiem i czcią. Chodź Słowiańska mitologia ukazuje nam bogów dawnych Słowian, osobiście interpretuję to, jako symboliczne ukazanie sił natury i ludzkiej psychiki, dla lepszego zrozumienia mechaniki świata ówczesnych ludzi. Carl Jung, wybitny psychiatra i psycholog twierdził, że mity są "językiem zbiorowej nieświadomości".

Świat, jako żywa istota, czyli Słowiańskie Kosmiczne Drzewo

Słowianie widzieli wszechświat, jako wielkie drzewo (z reguły Dąb), które łączyło trzy sfery jednej rzeczywistości:
Nawia (świat zmarłych i duchów),
Prawia (prawo i porządek duchowy, „świat bogów”),
Jawia (miejsce, ludzie, fizyczna rzeczywistość).

To Drzewo podtrzymywało życie i jego strukturę, u podstaw tej idei leży przekonanie, że świat ma wewnętrzną jedność, coś w rodzaju duchowego „Ja”.
Podobna koncepcja występuje w mitologii nordyckiej z ich Drzewem Świata (Yggdrasil).
Pojęcie Prawi, jako duchowego porządku.

Prawia była sferą prawa duchowego, a więc wiecznego ładu i zasady rządzącej wszystkim, nadającej cel wszelkiemu istnieniu, co jest słowiańskim odpowiednikiem zasady logosu, istniejącego w całym kosmosie, a wszystko, co istnieje jest podporządkowane temu prawu, jego rytmom. To właśnie z Prawi wyłoniły pozostałe poziomy świata. Żyjąc w zgodzie z Prawią, ludzie na swój sposób poznawali naturę istnienia.

To, co wyznawcy „Anima Mundi” odkrywali poprzez filozoficzną kontemplację, Taoiści poprzez ciszę i głęboką obserwację, dawni Słowianie doznawali tego poprzez zharmonizowanie się z boskim porządkiem świata.
Święta Słowiańskie pozwalające zjednoczyć się z kosmicznym cyklem.
Jare Gody/ Jare święto (równonoc wiosenna), Symboliczne odrodzenie wiosny, powrót słońca, przebudzenie ziemi. Jest to czas zrównania się dnia z nocą, a więc równowaga światów. Topienie marzanny na przykład było symbolicznym „wypędzeniem śmieci z kosmicznego organizmu”. Rytuały związane z Jarymi Godami były czymś w rodzaju dialogu z „Duszą Świata”, dzięki któremu człowiek na nowo po zimowej stagnacji czuł się częścią całości, a poprzez zrównanie się światów, mógł połączyć się z przodkami swego rodu.

Noc Kupały (przesilenie letnie)

Noc Kupały, czyli najkrótsza noc w roku była świętem niezwykle radosnym i pełnym ekspresji. Ludzie tańczyli, śpiewali, byli pełni energii życiowej. Można powiedzieć, że swoją ekspresją oddawali to, co było wokół nich. To wtedy ziemia była w największym rozkwicie, pełna pasji i namiętności. Można rzec, że w tym czasie „Anima Mundi” krzyczy najgłośniej.
Tańce, skakanie przez ognisko, kąpiele w rzekach, szukanie Kwiatu Paproci to rytuały mające na celu przekroczenie codzienności i wejście w harmonię z żywą Ziemią. Kwiat paproci symbolizuje ukryty skarb, wewnętrzne oświecenie, można interpretować to, jako kontakt z czymś „większym”, z duchem przyrody. Podobnie jak w rytuałach plemion amazońskich z i ich samotnymi wizjami w sercu dżungli. Zjednoczenie ognia (mężczyzny) i wody (kobiety) w rytualnym tańcu jest symbolicznym zjednoczeniem dwóch biegunów, coś w rodzaju alchemii Yin i Yang. Noc Kupały to również noc Miłości, nie tylko do ukochanych, ale do wszelkiego stworzenia.

Dziady

Noc z 31 października na 1 listopada to czas, w którym symbolicznie przyroda zapada w sen, a ludzie wraz z nią. Dlatego w kalendarzu Słowian (ale i Celtów, Bałtów, Nordyków itp.) jest nocą, połączenia Jawi z Nawią i połączenia się ze zmarłymi przodkami. Jest to czas, kiedy po sezonie prac rolnych „oddaje się ziemię w we władanie duchów”. Dziady w przeciwieństwie do hucznych świąt były czasem spokoju i przemyśleń życiowych, Duchy przodków w zamian za pamięć, doradzały i uczyły ludzi. Rozpalano wówczas ogień na grobach, w domach i na rozstajach dróg, co było symbolicznym oświetleniem duchów Nawii. Dziady były świętem spokoju i jak gdyby przygotowania na okres nocy i stagnacji w naturze.

To tylko parę przykładów świąt Prasłowian, które łączyły naszych przodków z duchową całością. Powszechnie wiadomo, że Słowianie byli bardzo zżyci z naturą. Jeśli uświadomimy sobie, że nasi pradziadowie obchodzili swoje święta w momentach astronomicznych takich jak przesilenia, równonoce, pełnie i zaćmienia i dodamy to tego uprawę roli w zgodzie z cyklami lunarnymi, dojedziemy do wniosku, że Słowianie mieli nieprzeciętną wiedzę astronomiczną. Jestem przekonany, że przedchrześcijańscy Słowianie nie byli jedynie „bandą dzikich pogan”, jak ogólnie się przyjęło, lecz byli silnym ludem, mądrym ludem z bogatą kulturą.


Powrót jedności z naturą

Choć przez dobrych kilkaset lat ogół społeczeństwa żył w przekonaniu, że eksploatacja przyrody, bez jakiegokolwiek sumienia i kreatywnego myślenia, jest w porządku, a oddawanie szacunku naturze jest tylko przeżytkiem dawnych pogańskich kultów, w ostatnich latach widać wyraźną zmianę. Zmiana ta jest widoczna w nowych ruchach duchowych, wśród alternatywnych naukowców, czy po prostu w świadomości zwykłych ludzi. Dla jasności daleko mi do tak zwanej „zielonej ideologii” czy działań „ostatniego pokolenia”. Nie mówię też, że od razu powinniśmy wracać do tradycji sprzed tysięcy lat i oddawać cześć duchom. Nawołuję po prostu do zwyczajnego szacunku dla natury. Spojrzawszy w przeszłość, widzimy, że życie w zgodzie z przyrodą działało przez wieki. Tymi kilkoma spostrzeżeniami chciałem dowieść, że gdy ludzkość zapomniała o jedności z wszechświatem, po kilkuset latach znalazła się na skraju załamania gospodarczo-kulturowego. To nie przypadek. Szanujmy Matkę Ziemię, bo to dzięki niej żyjemy. Nie faszerujmy jej wód, ziem i powietrza tonami trujących chemikaliów. Nie wycinajmy masowo jej lasów. Nie oddając szacunku Ziemi, nie szanujemy samych siebie…
Sława!


Karol Powała