środa, 8 kwietnia 2020

Gabriela Habrom-Rokosz: Magia światła w fotografii otworkowej [WYWIAD]

Fot. G. Habrom-Rokosz

Co ma wspólnego walizka lub ciastko z fotografowaniem? Czy zrobienie zdjęcia może zająć pół roku? O fotografii otworkowej oraz o wystawie „Magia światła” rozmawia z dr Gabrielą Habrom-Rokosz, nauczycielką fotografii w Liceum Sztuk Plastycznych, Joanna Brzenczka.

Widziałam wystawę pani uczniów „Magia światła” w ramach VIII Ogólnopolskiego Festiwalu Fotografii Otworkowej. Na czym polega fotografia otworkowa?
Powstaje bez użycia typowego aparatu fotograficznego. Wiązka światła, dotykając materii - w zależności od tego, jaka ona jest - biorąc pod uwagę jej cechy fizyczne - zostaje częściowo pochłonięta przez daną materię, albo częściowo odbita. Najważniejsze to zrozumieć, że światło, które ma namalować obraz, musi wejść do miejsca pozbawionego światła (pojemnika) przez maleńki otworek. Wiązka ta, stanowi swego rodzaju pędzel w ręku fotografika: odbija się od materii, po czym przez malutki otworek, znajdujący się na powierzchni kamery otworkowej - camera obscura - dostaje się do jej wnętrza. Taką rolę może pełnić dowolny, odpowiednio przygotowany pojemnik (np. metalowa puszka po kawie, ciastkach czy herbacie). Pokryta wewnątrz warstwą czarnej farby lub wyklejona czarną taśmą, aby nie wytwarzać dodatkowych refleksów, pełni rolę ciemni optycznej. Wiązka światła, dostając się do wnętrza, „maluje negatyw”, będący swego rodzaju odbiciem rzeczywistości, tzn. powstaje obraz przeciwny do tego, który obserwujemy na zewnątrz. To, co jest jasne, staje się ciemne, a to, co ciemne, staje się jasne. Odwrócony obraz rzeczywistości rejestruje się na umieszczonym wewnątrz pojemnika materiale światłoczułym (papierze fotograficznym lub błonie negatywowej).
Jak zrobić zdjęcie otworkowe?
Do tego celu można wykorzystać papier fotograficzny pokryty emulsją światłoczułą, który wkładamy w ciemni do pojemnika, zamykamy szczelnie i zaklejamy zrobiony wcześniej otworek. Następnie wychodzimy na zewnątrz, odsłaniamy otworek przez który pozwalamy wejść światłu do środka. Wracamy do ciemni, żeby wywołać ten obraz. To, co powstało wewnątrz pojemnika, jest obrazem utajonym.
Czy to znaczy, że po wykonaniu zdjęcia nie można od razu zobaczyć efektów swojej  pracy?
Dokładnie tak. Ta puszka jest jakby prototypem aparatu fotograficznego, który został wynaleziony później. Camera obscurabyła już znana ok. 1000 roku wykorzystywana przez Chińczyków czy Arabów do różnych eksperymentów astronomicznych. Natomiast w renesansie było to pomocnicze urządzenie do tworzenia rysunków perspektywicznych (te schodzące się do jednego punktu linie ulic, kamienic w tzw. malarstwie wedutowym Canaletta). Obraz, który został zarejestrowany na papierze fotograficznym, za pomocą kamery otworkowej jest unikatowym i jedynym obrazem, nie da się już uzyskać drugiego takiego samego.


Fot. Karolina Jaskóła


Fot. Oliwia Lipczyńska

Czyli na wystawie są obrazy jedyne i niepowtarzalne…?
Tak, to są oryginały: unikatowe, jednorazowe obrazy. Papier fotograficzny, kiedy zostaje wyjęty, musi przejść czterostopniowy proces wywołania w ciemni. Najpierw wyciągamy go z pojemnika i wkładamy do płynu, który ma właściwości wywoływania obrazu utajonego. Obraz ukazuje nam się jako negatyw, tzn. miejsca zaświetlone będą czarne, a miejsca ciemne będą jasne. Każdy, kto wykonał zdjęcie, ma w pamięci miejsce, które fotografował. Tymczasem przy naświetlaniu pojawia się obraz, który jest negatywem i trudno w nim rozpoznać w pierwszym momencie rzeczywistość. Co więcej, fotografie włożone do kuwety fotograficznej z wywoływaczem są odwrócone stronami: strona prawa jest po lewej, góra u dołu.
Zupełne pomieszanie!
Tak. Lewa, prawa, góra, dół i jeszcze negatyw z pozytywu. Często obraz, który się pojawia przy obróbce, jest o wiele ciekawszy, niż ten, który widzieliśmy w rzeczywistości.
To jest coś odrealnionego…
Tak. I teraz nagle doświadczamy pewnej magii. Na naszych oczach, w czasie rzeczywistym, pojawia się samoistnie obraz - bez komputera, programów, ołówka czy pędzla. Płuczemy odbitkę pod bieżącą wodą albo stosujemy tzw. kąpiel przerywającą proces wywoływania. Trzecim etapem jest utrwalanie obrazu, bo gdybyśmy na tym etapie zapalili białe, jaskrawe światło, to ten odtajniony, zachwycający obraz szybko zmieniłby się w czarną kartkę.
Nieodwracalnie?
Tak, ten obraz naświetliłby się - zrobiłby się czarny i wrócił do ciemności.
I co dalej?
Po utrwaleniu znowu płuczemy odbitkę pod bieżącą wodą i na tym etapie mamy unikatowy obraz, który zostaje z nami już na zawsze na papierze fotograficznym. Teraz oryginał może stać się źródłem inspiracji, możemy go przekształcać, np. odwrócić obraz -  negatyw w pozytyw metodą kopiowania stykowego. Niektóre z prac na wystawie zostały skopiowane tak, że oryginałem był negatyw, a obok niego umieszczony został pozytyw. Możemy pójść jeszcze krok dalej, na przykład nadać zdjęciu odpowiedni klimat, dzięki tonowaniu barwnemu w sepii. Niezależnie od wszystkiego, najpiękniejsze jest to, że każdy tworzy obraz fotograficzny sam. Samodzielnie doświadcza, przeżywa, odkrywa. I to jest ogromnie przyjemna szkoła doznań artystycznych, która uwrażliwia i wzbogaca wyobraźnię twórców. Jeżeli kamera otworkowa jest w kształcie owalnym np. walca, to ten obraz również przyjmie taki kształt. Jeżeli to będzie wielościan o pięciu, sześciu ścianach, to fotografia będzie jeszcze ciekawsza, gdyż światło odbija się od poszczególnych ścianek i przenika się już wewnątrz utajnionej ciemni optycznej.

Fot. Michał Buba


Fot. Patryca Parys

Jak zrobić dobre zdjęcie pod względem technicznym z użyciem camera obscura?
Należy wziąć pod uwagę kilka zależnych od siebie czynników: wielkość otworu przez który dostaje się światło do wnętrza camery, czas naświetlania i ISO, które jest niczym innym jak parametrem czułości materiału fotograficznego, filmu, czy matrycy cyfrowej. Gdy nauczymy się doboru odpowiednich parametrów ekspozycji, wiedzę tą możemy później przełożyć na fotografię tradycyjną, cyfrową lub na film.
Czyli główny czynnikiem wpływającym na fotografię otworkową jest światło. Czy stąd pochodzi tytuł wystawy – „Magia światła”?
Tak. To człowiek fotografuje, a nie sprzęt. Żeby człowiek poznał wartość światła,  musi umieć je dostrzec, rozpoznać jego wartość i przenieść na eksperymenty fotograficzne; a przede wszystkim musi wnikliwie obserwować otaczającą rzeczywistość, nie zamykać oczu, bo światło jest zmienne pod względem temperatury barw, nasycenia oraz kierunku, z którego pada. Wykorzystać efekt światła, to także zrozumieć wartość ciemności. Dopiero w ciemności dostrzegamy, jak cudownie światło maluje obraz. Magia polega na tym, że maluje na naszych oczach i to po tym, jak postawiliśmy puszkę w jakimś miejscu i wpuściliśmy światło przez otworek. Pierwsza próba może się nie powieść (np. za szybko zamknęliśmy otworek), więc za drugim razem konieczna się staje korekta czasu naświetlania…. I tak oto fotograf zaczyna doceniać wartość czasu.
Jeśli mowa o czasie, wystawa powstała w wyjątkowym roku Festiwalu Fotografii Otworkowej…
Festiwal Fotografii Otworkowej był zorganizowany w roku szkolnym 2019/20 – jubileuszowym roku 180-lecia narodzin tej jakże dziś wszechobecnej dyscypliny sztuki zwanej fotografią. 19 sierpnia 1839 w Paryskiej Akademii Nauk i Akademii Sztuk Pięknych François Arago ogłosił odkrycie nowego wynalazku, nazwanego – od nazwiska wynalazcy Louisa Jacques'a Daguerre'a – dagerotypią.
A jak oceniłaby pani efekty pracy uczniów?
Rewelacyjne! Im większa puszka i mniejszy otworek, tym większy i precyzyjniej zarejestrowany obraz fotograficzny. Niektórzy twórcy, pasjonaci tego rodzaju fotografii biorący udział w VIII Ogólnopolskim Festiwalu Fotografii wykorzystywali duże, metalowe walizki z otworkiem, uzyskując w ten sposób prace formatu 100 x70 cm. No, można i tak! W zeszłym roku miałam przyjemność oglądania prac na papierach fotograficznych przełożonych pergaminem, gdyż pani fotografowała ciastkami, wypiekami. Dosłownie – autorka czeskiej fotografii otworkowej przed świętami wykonała kamerę otworkową w kształcie ciastek.
To coś nieprawdopodobnego!
Tak, funkcję kamery pełniły ciastka - wykonane z masy, upieczone, które później, na wernisażu, można było zjeść. Niektórzy twórcy robili otwory w dyniach, arbuzach lub innych owocach czy warzywach, do których wkładali materiały światłoczułe.
Niektórzy robili wiele otworków...
W związku z tym wiązki światła, które wpadły do puszki przez malutkie otworki, nałożyły się na siebie, tworząc multiplikowane obrazy…
Możliwości takiej fotografii są ogromne...
Owszem. Są np. osoby, które naświetlają przez bardzo długi czas. Długi, to znaczy powiedzmy  przez pół roku.
Czyli stoi coś przez pół roku puszka z otwartą klapką i naświetla się, a po pół roku klapka jest zamykana?
Tak. Na przykład twórcy fotografii otworkowej pokazali również, jak wygląda obraz nieba i droga słoneczna słońca po pół roku. Autorzy umieścili kamerę na strychu. Wykorzystali bardzo niskoczuły materiał, mały był również otworek. I ten obraz w takich warunkach był naświetlany przez pół roku. Takich projektów podejmują się ludzie z pasją – naprawdę profesjonalni twórcy fotografii otworkowej, którzy są zafascynowani swoją profesją. To są twórcy, którzy doceniają wartość światła w fotografii. Zachwyca ich nie nadmiar cyfrowych produkcji, lecz unikaty. Bardzo są ze sobą zżyci, taka rodzina fotografów otworkowych…  Camera obscura występuje na całym świecie, ale, co ciekawe, jedynie w Polsce jest organizowany tego rodzaju festiwal, niegdzie indziej. Od 16 lat, co drugi rok, odbywa się w Polsce Festiwal OFFO z udziałem polskich i zagranicznych fotografików, czyli ma rangę międzynarodowego. Parę lat temu pojawili się na nim Amerykanie z wyjątkowo precyzyjnymi aparatami otworkowymi. Otworki wykonane były laserem. Jest to niezwykle ważne, bo właśnie od tych otworków zależy ostrość fotografii. Myśmy nie mieli laserowych urządzeń do zrobienia otworków, a jedynie bardzo proste narzędzia, takie jak gwóźdź czy wiertło. Mimo to uzyskaliśmy efekty, które punktowo mają naprawdę dużą ostrość. Nie mogę być niezadowolona z wystawionych prac tym bardziej, że były to zdjęcia wykonane tą techniką po raz pierwszy, i to przez uczniów na różnych etapach edukacji.
Ma Pani jakąś ulubioną pracę zrobioną tą techniką?
Podczas zajęć z fotografii zrobiliśmy sobie z uczniami kilka unikatowych zdjęć. Na przykład powstała pewna wyjątkowa fotografia – portret klasowy, do wykonania którego musieliśmy wytrzymać w bezruchu 3,5 minuty. Biorąc pod uwagę wielkość grupy, to ten czas wydawał się niemiłosiernie długi. Bo już po dwóch sekundach człowiek zaczyna się wiercić, a co dopiero po trzech minutach! Lecz najbardziej ekstremalnym, grupowym zdjęciem było takie, do którego pozowaliśmy 10 minut. To był czas-rzeka! Jedna z osób fotografowanych postanowiła położyć się przed grupą na podłodze i podeprzeć na łokciu, ponieważ uznała, że tak jej będzie najwygodniej. Po wszystkim był „płacz i zgrzytanie zębów”! 


Fot. G. Habrom-Rokosz


Skąd pomysł, aby wystawie „Magia światła” towarzyszył koncert jazzowy?
            To pomysł pani dr Katarzyny Kwiotek - muzyka, a jednocześnie historyka sztuki. Zaproponowała mi, żebym przygotowała wystawę towarzyszącą koncertowi w Szkole Muzycznej, na otwarcie nowo wyremontowanej sali widowiskowej. Tym sposobem została nawiązana współpraca między naszymi szkołami. Poza tym, zazwyczaj fotograficznym wernisażom towarzyszy muzyka. No i w szkole muzycznej po remoncie białe ściany świecą pustkami, a to świetna okazja, by eksponować prace naszych uczniów. Między innymi z tych powodów zdecydowaliśmy się połączyć jazzową wibrację z otworkową wrażliwością.
Bardzo dziękuję za rozmowę. 


Fot. Wiktoria Janik


Fot. 4 LSP

czwartek, 12 marca 2020

Dla świata - twarda jak skała:KAROLINA KOCZY [RYMY]



W Wiedniu

Tu w stolicy kompozytorów
Cesarzy i bogatych dworów
Myślę jak by to było
u cesarskiej mości
Z dala od dzisiejszych
nudy i pospolitości
Chadzałabym w długiej sukni
po parku zielonym
Myśląc o węgierskim
księciu upragnionym
Dla świata –
twarda jak skała
Oj zostałabym tu została!
W każdej mojej życia dobie
Spacerowałabym tu sobie

Samotność

Czy samotność jest zła
Pytam się każdego dnia
Wszak przyjaciele ważni są
Nadają życiu nowy ton
Lecz jest też samotności gen
Więc uciekać od ludzi chcę
O ty Samotności ma
Gdzie ty tam i ja
Gdy ludzie patrzą na siebie
Nie widzą mnie ani ciebie


Karolina Koczy jest uczennicą pierwszej klasy humanistycznej w I LO. Interesuje się muzyką i piłką nożną. Uwielbia podróże.

niedziela, 8 marca 2020

W szkole co chwilę próbuję nowych rzeczy [ROZMOWA]



Jakoś tak miło być częścią czyjegoś rozwoju. Popatrzeć na to, co ktoś tworzył kiedyś i zestawić to z tym, co tworzy teraz. Pomyślałam o tym, gdy nasze szkolne korytarze przyozdobione zostały różnymi pracami uczniów Liceum Sztuk Plastycznych. Cudownie jest obserwować postępy uczniów Plastyka! I naprawdę łatwo dostrzec różnicę między pracami pierwszo i czwartoklasistów. To nie krytyka młodszych roczników, lecz pewność, że czeka je analogiczny wspaniały rozwój w naszej szkole. Postanowiłam porozmawiać o tym z pierwszoklasistką, autorką kilku wystawionych prac.




Z Anią Durką rozmawia Joanna Brzenczka


Jak „od kuchni” wygląda proces powstawania takiej wystawy? Jak długo ją przygotowywaliście?
Nie jest niczym wyjątkowym. Raz w tygodniu mamy zajęcia z rysunku i malarstwa, na których przygotowujemy nasze prace. Można więc powiedzieć, że przygotowywanie jej zajęło całe pierwsze półrocze. Ta wystawa jest efektem naszej przygody z rysowaniem w tej szkole.

Większość prac przedstawia martwą naturę, ale jest również kilka naszkicowanych kościołów. Czy każdy sam wybierał sobie temat swojej pracy, czy może był on z góry narzucony?
Zazwyczaj był z góry narzucony. Na początku większy nacisk kładziono na martwą naturę, żebyśmy potrafili oddać w swojej pracy proporcje i wygląd malowanych rzeczy. Z czasem każdy mógł sobie wybrać, co chce rysować. Niektórzy wybrali zaschnięte liście kasztanowca, inni łupinki po kasztanach albo muszle. Ja osobiście wybrałam mały kamyk, który był wyżłobiony w dość nietypowy sposób. Najczęściej rysujemy kompozycje ustawiane przez nauczyciela. Wtedy na pracach znajdują się te same rzeczy, a jednak każda jest wyjątkowa, ponieważ prace rysowane są z innych perspektyw przez różnych ludzi, którzy swoją kreską nadają im odmienny charakter. Jeszcze innym tematem była architektura – stąd obecność na wystawie kilku narysowanych kościołów. Każdy mógł wybrać sobie zdjęcie budynku i spróbować odwzorować go na papierze. I znów nie ma dwóch takich samych prac. Każda jest indywidualna i wyjątkowa!

Co czujesz teraz, kiedy przechodząc korytarzem, mimochodem spoglądasz na swoje prace?
Szczerze mówiąc, nawet nie zwracam na nie uwagi. Na samym początku, gdy wystawa zawisła, byłam z siebie bardzo zadowolona. Cieszyłam się, że efekty mojej pracy mogli zobaczyć także inni. Teraz jednak nawet o nich nie myślę, tylko mijam je po kilka razy w tygodniu.


Praca Ani (drugi rysunek od prawej)


Jak wygląda przeciętny dzień ucznia Liceum Sztuk Plastycznych?
Mój przeciętny dzień w szkole nie różni się bardzo od dnia ucznia innej klasy. Wyjątkiem są dwa dni, w których mam przedmioty typowo artystyczne, takie jak rysunek i malarstwo bądź podstawy projektowania. W te dni faktycznie kilka godzin przeznaczam na twórczą działalność. Obok czterech godzin rysunku  w planie mam to, co wszyscy, np. matematykę czy angielski. W pozostałe dni mój plan wygląda tak jak u każdego innego ucznia.

A jak wygląda takie grupowe tworzenie? Czy każdy kurczowo trzyma się swoich pomysłów, czy może panuje atmosfera tzw. burzy mózgów, podczas której wszyscy wspólnie tworzą jeden projekt?
Raczej każdy pracuje nad swoją pracą sam. Oczywiście, inne osoby zawsze mogą podrzucić jakiś fajny pomysł – można go wykorzystać, ale niekoniecznie trzeba. Praca w grupie też jest świetną opcją, bo zawsze panuje świetna atmosfera i każdy próbuję pomóc każdemu jak tylko potrafi.





To już Twój szósty miesiąc nauki w Liceum Sztuk Plastycznych. Czy przez pół roku zauważyłaś jakiś postęp w swoim rysowaniu?
Szczerze mówiąc, zauważyłam ogromny postęp! Może też przez to, że wcześniej w domu nie rysowałam jakoś dużo i kurczowo trzymałam się mniejszych formatów, np. A4. Tutaj, w szkole co chwilę próbuję nowych rzeczy. Ponadto teraz po prostu muszę rysować, więc za każdym razem próbuję jakoś urozmaicać moje prace. Oczywiście nie wszystko od razu wychodzi idealnie, lecz z każdą kolejną próbą widzę, że to wszystko wygląda coraz lepiej.

Czy pracujecie już nad kolejną wystawą? Jeżeli tak, to kiedy możemy spodziewać się efektów waszej pracy?
Na tę chwilę mogę tylko powiedzieć, że ciągle pracujemy nad następnymi projektami. Nie wiem jednak, kiedy będzie kolejna wystawa. Mam tylko nadzieję, że będzie widać progres!