środa, 30 września 2020

Bez tytułu [WYSTAWA]

 
Fot. A. Kwaśniewicz

W długim korytarzu, prowadzącym do sali gimnastycznej, na ścianie wiszą obrazy. To bardzo tajemnicza wystawa – bez nazwisk, bez słowa wstępu. Są tylko prace: kilka portretów, martwych natur, budynków oraz pejzaży. Tutaj sztuka broni się sama – musi zatrzymać spieszącego się ucznia na kilka chwil, sprawić, by zatrzymał się czas…  



















poniedziałek, 14 września 2020

Arkada: niezwykły świat Aleksandry Kaptur

Szesnastoletnia uczennica naszej szkoły napisała i wydała książę. Aleksandra Kaptur to młoda pisarka, która już od dzieciństwa mogła pochwalić się niezwykle bujną wyobraźnią oraz głową pełną pomysłów. Pisanie powieści młodzieżowych utrzymanych w klimacie fantasy na przestrzeni kilku ostatnich lat stało się jej pasją. Ola stara się każdą swoją wolną chwilę poświęcać tworzeniu nowych postaci, opisów, wydarzeń w wykreowanym przez siebie świecie – Arkadzie.

            „Arkada” opowiada historię czwórki nastolatków: Emily, Magdy, Michaela i Wiktora, którzy w niewyjaśnionych okolicznościach przenoszą się do innego świata. Tam czyha na nich wiele niebezpieczeństw, bowiem Arkadę nękają mroczne siły bezlitosnej Królowej Ciemności, która nie cofnie się przed niczym, by zrealizować swoje niecne cele. Czy nastolatki będą w stanie przeżyć w nowej rzeczywistości, w której dobra i zła magia oraz fantastyczne stworzenia są na porządku dziennym? Książkę Oli Kaptur znajdziecie w szkolnej bibliotece, w księgarni „Sowa” bądź na stronie internetowej: empik.com 

Aleksandra Kaptur

Z Aleksandrą Kaptur o jej debiutanckiej powieści rozmawia Joanna Brzenczka:  

Wydałaś swoją pierwszą książkę w wieku 16 lat, co nie zdarza się często. Czy Twój młody wiek wpływa na promocję i odbiór powieści?

Mój młody wiek z pewnością wzbudził zainteresowanie wśród czytelników, ponieważ niecodziennie spotyka się nastoletnich debiutantów. Czuję, że właśnie wiek nadaje mojej twórczości odrobinę oryginalności, odróżnia ją od dzieł wychodzących spod pióra dorosłych pisarzy. Podczas pracy nad powieścią starałam się nadać jej lekki, przyjemny w odbiorze styl, który zachęciłby czytelników do zagłębienia się w lekturze. Jednocześnie unikałam amatorskich konstrukcji, pragnąc nadać „Arkadzie” odpowiednią rangę literacką, z czego jestem zadowolona. Spotkałam się z wieloma opiniami na temat książki. Czytelnicy pochwalili mnie zwłaszcza za styl i młode, świeże spojrzenie na akcję powieści. Sądzę, że „Arkada” zachęciła do czytania wielu młodych ludzi: nie tylko prawdziwych koneserów literatury, ale także osoby zainteresowane pisarskim fachem, które zastanawiają się nad opublikowaniem własnych opowiadań. Mogę się domyślać, że mój młody wiek sprawił, iż nastoletni czytelnicy potrafią lepiej identyfikować się ze mną jako pisarką oraz oceniać własne możliwości i umiejętności pisarskie. Mam nadzieję, że mój debiut literacki zachęcił nastolatków do aktywnego uczestnictwa w życiu kulturalnym, a także poszerzył ich twórcze horyzonty, udowadniając, że pisać może każdy bez względu na wiek i doświadczenie. Jednak z drugiej strony, debiut tak młodej osoby na rynku literackim jest trudny, wymaga od niej całkowitego zaangażowania w promocję powieści. Zdaję sobie sprawę z tego, że czasem musi upłynąć wiele lat, zanim początkujący pisarz uzyska odpowiednią renomę, nada rozgłos swojemu nazwisku i zyska popularność wśród szerokich kręgów czytelników. Sukces nie zawsze przychodzi łatwo i wiem, że czeka mnie jeszcze pokonanie długiej i krętej ścieżki pisarskiej kariery, lecz zamierzam odważnie zmierzyć się z wszelkimi trudnościami, aby realizować swoją pasję. 

 

Jak powstała Arkada, ten alternatywny świat  wypełniony końmi, rycerzami, magią i walką dobra ze złem?

Pomysł stworzenia „Arkady” zrodził się, gdy uczęszczałam do szkoły podstawowej. Już jako dziecko wykazywałam się niezwykle bujną wyobraźnią i uwielbiałam tworzyć własne opowiadania. W szkole bardzo interesowały mnie przedmioty humanistyczne, a w szczególności język polski. Chętnie czytałam też książki poświęcone tematyce fantasy, które poszerzały moje horyzonty. Pomysł na napisanie „Arkady” powstał pod wpływem chwili, pod koniec roku szkolnego w czwartej klasie szkoły podstawowej. Pracowałam nad „Arkadą” krok po kroku, przechodząc z dobrze mi znanej uczniowskiej rzeczywistości do zaskakującego świata magii i tajemnic. Moim głównym założeniem, od którego rozpoczęłam tworzenie fabuły, była podróż współczesnych nastolatków do innego świata, zderzenie ich nowoczesnego światopoglądu z rzeczywistością odpowiadającą epoce średniowiecza oraz umiejętność przystosowania się do tej alternatywnej sytuacji. Pozostałe wątki dobudowywałam już w trakcie pisania, stopniowo je rozwijając i łącząc ze sobą. Nierzadko musiałam zmieniać niektóre fragmenty i udoskonalać fabułę, aby z planowanego skromnego opowiadania dziecka ze szkoły podstawowej stworzyć rozbudowaną powieść. Podczas czterech lat pracy napisałam ponad siedemset stron formatu A4…, a muszę przyznać, że pisałam ręcznie. Przepisywanie tekstu na komputerze, łącznie z przekształcaniem i skracaniem fragmentów, zajęło mi następne kilka tygodni. Ostatecznie zdecydowałam się podzielić „Arkadę” na dwa tomy, z których pierwszy ukazał się w grudniu 2019r.

 

Co było dla Ciebie najtrudniejsze w trakcie pisania tej książki?

Najtrudniejszy okazał się początek. Po napisaniu kilkunastu stron zabrakło mi motywacji i chęci do kontynuowania mojego dzieła. Stwierdziłam, że dalsze pisanie „Arkady” nie ma sensu, a mój dotychczasowy pomysł wydaje się płytki i nieciekawy. Odłożyłam rękopis na dłuższy czas z myślą, że już nigdy do niego nie wrócę. Mój kryzys został jednak zażegnany po upływie kilku tygodni i postanowiłam podejść do pracy ponownie. Otworzyłam nowy zeszyt i po raz drugi napisałam tytuł oraz swoje imię i nazwisko. Uważam tamten moment za przełomowy w pracy nad „Arkadą”, ponieważ udało mi się przezwyciężyć własne obawy i zmotywować do działania. Odtąd poświęciłam „Arkadzie” część mojego wolnego czasu, oczywiście, z dłuższymi przerwami spowodowanymi nauką. Pisząc powieść, nie rezygnowałam z udziału w wielu konkursach wiedzy i olimpiadach, w których często zajmowałam czołowe miejsca. Przygotowania wymagały ode mnie sporo wysiłku i silnej woli, ale po każdej partii intensywnej nauki udawało mi się wrócić do „Arkady” i oddawać swojej pasji. Uważam, że najtrudniejsze w tworzeniu nowej książki są wytrwałość i systematyczne motywowanie się do działania. Nie należy łatwo poddawać się i ulegać wewnętrznemu głosowi lenia, który odciąga od pracy. Kluczowa jest umiejętność szczerej oceny własnych możliwości oraz gotowość poświęcenia części wolnego czasu pisaniu. Jeśli jednak uda się pisarzowi pokochać swoją pracę, znajdzie sposób na aktywne i przyjemne realizowanie się. 

 

Który bohater powieści jest Ci najbliższy?

Wiele osób, które spotykają się ze mną na co dzień i dobrze mnie znają, często identyfikuje mnie z Emily, jedną z głównych bohaterek powieści. Nie ukrywam, że może być to trafne. Nigdy nie zajmowałam się głęboką analizą siebie i fikcyjnych postaci. Emily, podobnie jak ja, jest wzorową uczennicą, zawsze przygotowaną do zajęć, oczytaną i  zdolną do uczciwej krytyki. W przeciwieństwie do mnie jest jednak dość wścibska i niezwykle uparta, gotowa „wtykać nos w nie swoje sprawy”, chociaż dobrze wie, że tak nie wypada. Nie jestem pewna, czy zdecydowałabym się, tak jak Emily, równie mocno zagłębić w problemy Arkady, czy raczej nie poświęciłabym więcej czasu na dokładne zastanowienie się nad sytuacją, w której znaleźli się bohaterowie. Sądzę jednak, że, podobnie jak Emily, szukałabym sposobu na rozwiązanie dręczącego młodzież problemu, jakim okazał się powrót do domu. Nie zaprzeczam więc, że mamy z Emily wiele wspólnego i podczas tworzenia powieści mogłam nieświadomie przypisać bohaterce kilka moich cech. 

 

Wiem, że niektórzy podczas czytania książki odnieśli wrażenie, że Zespół Liceum i Gimnazjum w Greenmood to szkoła bliźniaczo podobna do naszej. Czy podobieństwo jest zamierzone?

Pewnie rozczaruję większość czytelników, ponieważ podobieństwo obydwu budynków jest zupełnie przypadkowe. Projekt Zespołu Liceum i Gimnazjum w Greenmood pojawił się w moim zamyśle już na początkowym etapie prac, kiedy byłam jeszcze uczennicą Szkoły Podstawowej nr 13 w Raciborzu. Nie miałam wówczas częstej styczności z ZSO nr 1, więc nie poznałam budynku na tyle dobrze, aby móc go opisywać. Przyznaję, że nie planowałam nawet tak szybko związać się z obecną szkołą. Praktycznie w ostatnich dniach czerwca zdecydowałam się na Gimnazjum z Oddziałami Dwujęzycznymi. O wyborze tej szkoły przesądziła nagła chęć doskonalenia języka niemieckiego, którym, pomimo wieloletniej nauki w szkole podstawowej, władałam na niezbyt satysfakcjonującym poziomie. W następnych latach zdążyła bardzo zżyć się z tą szkołą i wiążę z nią wiele pięknych wspomnień. Pomimo pierwotnego szoku, który przeżyłam po zetknięciu się z zupełnie nowym środowiskiem, nigdy nie żałowałam, że wybrałam właśnie ZSO nr 1. Miałam okazję zdobyć przydatną wiedzę, rozwinąć swoje zainteresowania i poznać fantastycznych ludzi, z którymi do dzisiaj pozostaję w dobrych relacjach. Bardzo cieszę się, że wiele naukowych sukcesów mogłam odnieść właśnie w murach tej szkoły. Podobieństwo ZSO nr 1 do Zespołu Liceum i Gimnazjum w Greenmood jest całkowitym zbiegiem okoliczności.

 

Główni bohaterowie powieści: Emily, Magda, Michael i Wiktor na początku nie są przyjaźnie do siebie nastawieni. Jednak z biegiem czasu, w obliczu niebezpieczeństwa czyhającego w Arkadzie, razem stawiają czoła bezlitosnemu wrogowi. Czy Twoim zadaniem zagrożenie jest w stanie połączyć zwaśnionych ludzi?

Oczywiście. Sądzę, że w obliczu prawdziwego zagrożenia ludzie są w stanie prędzej dojść do porozumienia niż w sytuacji dla nich całkowicie komfortowej. Kiedy na horyzoncie czyha na nich niebezpieczeństwo, potrafią przewartościować swoje myślenie tak, że osobiste konflikty schodzą na drugi plan. Sądzę, że gdy w ich życiu pojawia się walka o przetrwanie, są gotowi podjąć wszelkie działania, aby tę walkę wygrać; również sprzymierzyć się z dawnymi przeciwnikami. Osobiste nieporozumienia wydają się wtedy błahe dlatego Emily, Magda, Michael i Wiktor decydują się połączyć siły dla osiągnięcia wyższego dobra. Sądzę, że właśnie w ten sposób funkcjonuje ludzki instynkt. 

 

W Arkadzie próżno byłoby szukać telefonów komórkowych, komputera, telewizora… Myślisz, że dzisiejsza młodzież jest w stanie przetrwać w alternatywnej rzeczywistości, w której nie ma nowoczesnych technologii?

Dla części dzisiejszej młodzieży z pewnością byłoby to trudne i męczące doświadczenie. Codzienne funkcjonowanie bez dostępu do Internetu, mediów społecznościowych i gier komputerowych, odnalezienie się w społeczności „zacofanej” względem współczesności, nieposiadającej udogodnień w postaci choćby zwykłej lodówki lub pralki… Taka wizja może się wydawać przerażająca i przytłaczająca. Czy jednak w dzisiejszych czasach, kiedy życie toczy się w zaskakująco szybkim tempie, a nowe technologie towarzyszą człowiekowi niemal na każdym kroku, pobyt z dala od wysoko rozwiniętej cywilizacji musiałby być wyłącznie negatywnym doświadczeniem? A może byłby to czas na dokładne poznanie samego siebie, zmierzenie się z własnymi słabościami i zacieśnienie relacji między rówieśnikami? A co, jeśli w wyniku pobytu w Arkadzie, wielu młodych ludzi doszłoby do wniosku, że potrafi świetnie funkcjonować bez gadżetów i Internetu? Sądzę, że przeniesienie się do alternatywnej rzeczywistości mogłoby przybrać formę terapii, służącej odnalezieniu własnego miejsca w społeczeństwie. Liczę, że przyniosłaby ona nastolatkom tak potrzebne w dzisiejszych czasach wyciszenie i mogłaby nawet przyczynić się do zmiany ich światopoglądu. Możliwe, że doceniliby nieskażone piękno natury, radość z chwil spędzanych w gronie rówieśników, a także otwarli się na potrzeby drugiego człowieka, wpuszczając do swoich serc odrobinę wrażliwości. Stwierdziliby, że nowoczesne technologie nie są czynnikiem niezbędnym do przetrwania i prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa, lecz jedynie dodatkiem często wyręczającym człowieka w sprawach, w których za przewodników powinny służyć rozum i doświadczenie. 

 

Czy mogłabyś powiedzieć coś więcej o dniu premiery książki oraz o tym, co teraz po niespełna roku myślisz o swojej powieści?

Dzień premiery „Arkady” miał miejsce w środę, 4 grudnia 2019 roku. Zasadniczo nie różnił się od innych szkolnych dni, zapewne dlatego, że nie rozpowszechniałam zbytnio informacji o planowanym wydaniu książki. Liczyłam, że będzie to miła niespodzianka. Niewiele osób wiedziało zatem, że w ogóle poświęcam się takiej czynności, jak pisanie powieści. W dzień premiery „Arkady” niewiele się zmieniło, ponieważ pojawiły się drobne problemy z dystrybucją książki, a pierwsze egzemplarze dotarły do raciborskiej księgarni z opóźnieniem. 4 grudnia spędziłam bardziej z poczuciem wewnętrznej satysfakcji, że udało mi się zrealizować jedno ze swoich największych marzeń, niż z nieprzestającym dzwonić telefonem. Całkowity zwrot akcji nastąpił kilka dni później, gdy na internetowym portalu „Nasz Racibórz” ukazał się artykuł na temat mojej książki. Wtedy wiadomość o premierze „Arkady” dotarła do szerokiego grona mieszkańców miasta. Pamiętam, że w następnym tygodniu spotkało mnie wiele serdeczności ze strony koleżanek i kolegów z klasy, nauczycieli, rodziny i znajomych. Usłyszałam mnóstwo budujących słów, za które do dzisiaj jestem wdzięczna. Zrozumiałam, że wkroczyłam na drogę pisarskiej kariery, którą wytrwale podążam.

Teraz, kilka miesięcy po tamtych wydarzeniach, kiedy moje emocje i uniesienia zdążyły nieco opaść, mogę powiedzieć, że jestem zadowolona ze swojej powieści. Mam już za sobą etap analizowania jej z perspektywy czytelnika, co było dla mnie niesamowitym i jednocześnie dziwnym doświadczeniem. Znalazłam się w momencie, w którym spotkały się dwa różne spojrzenia na jedną powieść: spojrzenie autora i spojrzenie odbiorcy. Z początku obawiałam się tego momentu, tzn. że rozczaruje mnie własna twórczość i że jako czytelnik nie będę potrafiła zaakceptować samej siebie. Ulżyło mi, gdy „Arkada” pochłonęła mnie tak, jakbym czytała ją po raz pierwszy. Zrozumiałam, że skoro jestem w stanie zaintrygować się własną twórczością, tekstem znanym od kropki do kropki, i za każdym czytaniem doszukiwać się w nim nowych walorów, mogę mówić o sukcesie. A na pewno o sukcesie szytym na miarę szesnastoletniej dziewczyny.  

 

Dlaczego piszesz?

Traktuję pisanie jako pasję, która daje mi ogromną radość. Żadne inne zajęcie nie pochłania mnie równie mocno, co tworzenie opowiadań, opisów, powieści. Pisanie pozwala mi wyrazić siebie; jest okazją do uwiecznienia pomysłów, poszerzenia horyzontów myślowych, kształcenia wyobraźni i doskonalenia sposobu wypowiedzi. Pisanie daje mi możliwość spoglądania na dany problem z różnych perspektyw, kontrastowania światopoglądów i dostrzegania nowych aspektów w dobrze znanych rzeczach. Pisanie pozwala zająć własne stanowisko, jak również wprowadzić do utworu własne spostrzeżenia. Pisanie rozwija mnie jako człowieka i kształtuje mój charakter poprzez obserwację kilku rzeczywistości jednocześnie. Pisanie sprawia, że nic nie wydaje się jednoznaczne i proste, prowadzi do przekonania, że każdy element świata można uczynić częścią opowieści. Pisanie pozwala mieszać się fikcji z rzeczywistością i zacierać granice pomiędzy światem codziennym a marzeniem. Dlatego właśnie piszę.

 

Kiedy możemy się spodziewać kolejny przygód Emily, Magdy, Michaela i Wiktora? Czy w przygotowaniu są już następne części serii?

Oczywiście. Już kilka miesięcy temu skończyłam pracę nad drugim tomem powieści, który będzie dokończeniem historii opowiedzianej w „Arkadzie”. Niestety, z powodu pandemii koronawirusa wiele planów wiążących się z książką uległo przesunięciu w czasie i na razie nie jestem w stanie wskazać konkretnego terminu premiery następnej części. Zapewniam, że drugi tom powieści ukaże się na rynku literackim, chociaż nie wiem jeszcze w jak odległej przyszłości.

Poza drugim tomem, kończącym powieść „Arkada”, zamierzam wydać jeszcze dwie książki będące kontynuacją serii. Są to jednak plany dalekosiężne, w dużej mierze uzależnione od popularności książki i sytuacji na rynku literackim. Podczas pandemii koronawirusa, kiedy zyskałam więcej wolnego czasu, miałam okazję głębiej zastanowić się nad fabułą. Po zakończeniu prac nad drugim tomem „Arkady” skoncentrowałam się na następnej części… a ta jest już coraz bliżej swojego ostatecznego kształtu. Mogę więc powiedzieć, że nadmiar wolnego czasu przyczynił się do rozkwitu mojej twórczości literackiej i przysłużył się „Arkadzie”, przynajmniej pod względem obszerności fabuły.


wtorek, 7 lipca 2020

Warto przeczytać na wakacjach [REKOMENDACJE]

Fot. J. Brzenczka
Czytanie książek to przekraczanie granic: czasu, miejsca i możliwości. Zanurzywszy się w lekturze, możemy poznać nasz świat z innej perspektywy. Możemy udać się w niedostępny dla nas kosmos, popłynąć statkiem na zaginioną wyspę dotrzeć do fantastycznych krain, pełnych smoków, elfów i ludzi, innych, a jednak tak podobnych do nas… Trzymając książkę w ręce, trzymamy coś więcej niż tylko kilkaset stron zadrukowanego papieru. Trzymamy otwartą bramę do poznania prawdy o świecie i o nas samych. w literackim świecie ogranicza nas tylko wyobraźnia, nic po za tym.

Z nauczycielami ZSO nr 1 o książkach rozmawia Joanna Brzenczka:

Co, zdaniem Pani, bardziej rozwija młodego człowieka czytanie książek czy pisanie?
Pani B. Jankowska: Rozwija jedno i drugie. Z jednej strony, trudno sobie wyobrazić, że ktoś bierze się do pisania, nie przeczytawszy nic. I nie wie, że pisze o czymś, o czym ludzkość napisała już całe biblioteki.
Z drugiej strony, wielkie oczytanie może onieśmielać, paraliżować albo sprawiać, że autor - świadomie lub nie - staje się wtórny, gdyż naśladuje tematy lub sposoby pisania swoich mistrzów (pisze to, o czym już gdzieś przeczytał i tak, jak to podpatrzył).
Pisanie jest bardzo często rozmową o tym, co przeczytane. Dlatego mówi się – za M. Bachtinem -  o dialogiczności literatury. Wg mnie, prawdziwy pisarz to ten, kto czyta, a jednocześnie ma zdolność pisania tak, jak nie robił tego nikt przed nim. No i ma coś oryginalnego do powiedzenia.

Co, zdaniem Pani, jest najpiękniejsze w czytaniu książek?
Pani M. Niżborska: Nie wiem. Dla mnie czytanie to potrzeba, podobnie jak oddychanie, jedzenie. Po prostu.


Czy książki mogą zmienić ludzi/świat?


Pani U. Majewska: Każda książka skutecznie zmienia człowieka. Staje się jego częścią, aktem samorozwoju. Doskonali. Sprawia, że dawne oceny przestają odpowiadać obecnej wrażliwości i postrzeganiu. Zmieniają się.


REKOMENDACJE NAUCZYCIELI


„Elegia dla bidoków” Jamesa Davida Vance’a

Na okładce  „Elegii dla bidoków”  J.D. Vance’a  z 2018 roku można przeczytać, że to najważniejsza książka w Ameryce ostatnich lat, która przez ponad 70 tygodni była bestsellerem „New York Timesa”, a Sam Bill Gates wyraził podziw dla odwagi autora. Jako czytelnik wiem, że atrakcyjne blurby pracują niekiedy na sukces kasowy całkiem przeciętnej literatury. Ale nie tym razem. To świetna proza!
Autorem książki nie jest zawodowy pisarz, lecz amator w dziedzinie literatury, który ledwie po trzydziestce (łatwe skojarzenia z Józefem K. z „Procesu” F. Kafki czy Józiem Kowalskim z „Ferdydurke” W. Gombrowicza) postanowił zbilansować we wspomnieniach pewien etap swego życia. Dlaczego autobiograficzną opowieść z życia ucznia, a potem studenta, wychowanego w hutniczym miasteczku w Ohio,  potomka „bidoków” z Kentucky, czyta się z zapartym tchem?
Dlatego, że jest to olśniewająca swoją szczerością spowiedź kogoś, kto powinien na dobrą sprawę wykoleić się, jak tysiące chłopaków przed nim. W rodzinnych stronach Vance’a dzieciom prostych robotników tyrających na chleb nie jest łatwo żyć, a co dopiero wybić się! Ich codzienne lekcje to: przemoc domowa, alkohol, narkotyki i brutalna walka o przetrwanie. W ich domach nie wierzy się w amerykański sen i popiera D. Trumpa. W ich domach buzuje frustracja, że białym Amerykanom żyje się coraz gorzej, cóż z tego, że w najbogatszym kraju świata! W ich domach problemy rodziców są jak kamień u szyi, z którym idzie się na dno. W  tych okolicznościach skończyć szkołę – to wyczyn.
Ciepła, inteligentna, a miejscami zabawna narracja Vance’a miała być tytułową elegią (skargą, smutnym rozważaniem) o amerykańskich problemach społecznych w tzw. Pasie Rdzy, a – według mnie –  stała się hymnem na cześć mądrych sprzymierzeńców, których bohater na szczęście miał przy sobie na zakrętach w szkole średniej. Dla Vance’a byli to dziadkowie – oryginały bez matury – surowi, rzutcy, cierpliwi. Książka ich wnuka to wzruszający hymn o ocalającej sile ich miłości i o wsparciu, jakie mu dali zamiast pieniędzy, których nie mieli.  A on zrozumiał, że tego kapitału nie wolno mu roztrwonić.
Książka bezpretensjonalna, prawdziwa i pomocna zwłaszcza dla tych, którzy nie wierzą w siebie,  gotowi są siebie skreślić lub mają skłonność usprawiedliwiać się trudną sytuacją rodzinną. Podnosi na duchu.

~ rekomendacja: B. Jankowska


Mam wiele ulubionych tytułów i wielu ulubionych pisarzy. W domu posiadam pokaźną ilość książek i bardzo żałuję, że nie mam więcej miejsca dla nich. Dużo książek po przeczytaniu oddaję do naszej szkolnej biblioteki; Uwielbiam reportaże. Dlatego mogę polecić Mariusza Szczygła. Mariusz Szczygieł zajmuje się głównie pisaniem o Czechach. Bardzo często podkreśla, że jest czechofilem. Czechom poświęcił kilka swoich książek, z „Gottlandem” i „Zrób sobie raj” na czele. W maju 2020 roku nakładem wydawnictwa Dowody na Istnienie ukazał się jego „Osobisty przewodnik po Pradze”. Właśnie zabieram się za lekturę.

Zamiast tego jednego, wybranego tytułu mogę wymienić to, co czytam obecnie. A czytam kilka książek na raz. W zależności od tego, na co mam ochotę.

"Chciwość" Marka Elsberga (w naszej szkolnej bibliotece tego autora znajdują się „Black out” oraz „Zero”)

"Wśród rekinów" Nele’ego Neuhausa - to współczesna niemiecka pisarka kryminałów (w szkolnej bibliotece jest parę jej pozycji).

"Mitologia współczesna" Marcina Napiórkowskiego - autor rozprawia się z mechanizmem, który wykorzystują autorzy fake newsów, propagandyści i specjaliści od reklamy.

"What if? A co, gdyby?" Randalla Munroe - naukowe odpowiedzi na absurdalne i hipotetyczne pytania (przykładowe pytania na które autor udziela odpowiedzi to: Czy strzelające w dół karabiny maszynowe mogłyby działać jak plecak odrzutowy? Jaką dużą Moc może wygenerować Yoda? Jak dużą moc obliczeniową udałoby się uzyskać, gdyby wszyscy ludzie na Ziemi przerwali inne czynności i zaczęli wykonywać obliczenia? Jak by się ona miała do mocy obliczeniowej współczesnego komputera lub smartfona?).

"Czy jesteś wystarczająco bystry, żeby pracować w Google?" Williama Poundstone’a -autor wyjaśnia, czego potrzeba, aby dostać pracę w firmie starannie prowadzącej nabór oraz prezentuje pytania, z jakimi można się spotkać przy szukaniu pracy. Zapewniam, że są one nietypowe i zaskakujące.

~  rekomendacja: M. Niżborska



„WyznajęJaume Cabré
Odniosę się do kilku aspektów „Wyznaję”, które mają dla mnie głębszy sens.

Prawda o samotności absolutnej.

Pomaga zrozumieć fakt, że ciągłość własnej historii należy spisać, wyznać. Chociażby opowiedzieć.

Refleksja nad słowem. 

Powieść zamyka w słowie szczegóły, które wymykają się językowi codziennemu.
Staje się źródłem językowego doświadczenia.

Opis świata, który zachęca  do holistycznego odczytu.

Wykracza poza literaturę. Inspiruje do poszukiwań w obszarze dziedzin humanistyki innych niż literatura, zwłaszcza historii, sztuki czy filozofii.

~ rekomendacja: U. Majewska


REKOMENDACJE REDAKTORA NACZELNEGO „AD OPERAM!”


„Bieguni” Olgi Tokarczuk

To napisane z encyklopedyczną precyzją studium o przemieszczaniu się i dążeniu do poznania siebie. Niezwykła, refleksyjna książka polskiej Noblistki odkrywa przed czytelnikiem ukrytą stronę natury ludzkiej. Po przeczytaniu nie daje o sobie zapomnieć. Rewelacyjna pozycja, godna przyznanych nagród. 

Fot. J. Brzenczka

„Fale” Virginii Woolf

Oryginalna książka o przemijaniu, utracie i wyjątkowości. Pozwala odkryć nowe oblicze literatury. Narracja to tzw. strumień świadomości, który pokazuje wewnętrzne rozterki człowieka, jego emocje, refleksje. W powieści proza brzmi jak melodyjna poezja, która niczym fala rozbija się o brzeg i gwałtownie opływa.

Fot. J. Brzenczka

„Tajemna historia” Donny Tartt

Intrygujący kryminał napisany z perspektywy morderców. To książka o inteligentnych ludziach, którzy próbowali odnaleźć sens życia w antycznych księgach i którzy, by chronić siebie, z metodyczną bezwzględnością zaplanowali zbrodnie. Epicka, pełna symboliki powieść o tym, co wydarzyło się „po” – czyli słowem: jak łatwo jest zabić, a jak trudno jest żyć.
 
Fot. A. Kwaśniewicz

„Opiłki i okruszki” Tomasza Jastruna

Jesteśmy zbiorem wspomnień, wydarzeń, doświadczeń, które kształtują nasze „ja”. Ale co dziwne, nie pamiętamy wszystkiego z naszego życia, zapamiętujemy tylko nieliczne opiłki i okruszki, drobne wycinki z większej całości. Minimalistyczna książka Tomasza Jastruna pokazuje, że z pozoru nieistotne fragmenty, drobinki są w rzeczywistości najistotniejsze. Powieść zachwyca swoją nietypową formą i realizmem. 

Fot. J. Brzenczka


„Nie ma” Mariusza Szczygła

Poruszający zbiór reportaży i autobiograficznych zapisków autora. Uświadamia, że każdy z nas ma swoje „nie ma” i że to „nie ma” czasami można zamienić w „ma”. To książka o braku - wstrząsająca, dająca do myślenia, czasem ironiczna, czasem pisana z lekkim przymrużeniem oka.  

~ rekomendacja: Joanna Brzenczka

Fot. J. Brzenczka